O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

Dlaczego, kiedy tragedia dotyka znaną osobę, tak szybko i łatwo staje się naszym udziałem

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/audience-crowd-people-persons-828584/]Unsplash[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
Często nie możemy wyjść ze zdumienia myśląc: „Przecież takich osób nieszczęście nie dotyka”, jakby obiektyw kamery i szklana granica telewizora chroniła przed tragedią.

Szczerze mówiąc przez ostatnie godziny zastanawiałam się, czy w ogóle pisać na ten temat. Przeczytałam wpis na facebookowym fanpage’u Filipa Chajzera i się rozsypałam, i nie mogę przestać myśleć o ojcu, który stracił swoje dziecko. O wpisach, które pojawiły się na jego stronie i o tym, że swoją największą życiową tragedię dzieli z tysiącami obcych mu ludzi.

Myślę o człowieku znanym z poczucia humoru
, z tryskania energią i dzieleniu się swoimi wariackimi pomysłami. O człowieku, którego wizerunek w świadomości wielu ludzi wykreowała telewizja. Z pewnością są osoby, które zastanawiają się, czy dziennikarz wróci przed kamery, czy będzie w stanie poprowadzić program z udziałem dzieci, czy zobaczymy go jeszcze uśmiechniętego, tryskającego dowcipem.



Wśród przyjaciół, z panią w sklepie, z najbliższymi będziemy rozmawiać o wypadku, który się wydarzył. Będziemy mówić: „Boże taka tragedia”, z czasem wyszukiwać coraz to nowszych informacji na temat nieszczęścia próbując znaleźć choćby jedną wypowiedź, czy zdjęcie zbolałego cierpieniem ojca. Będziemy chcieli wiedzieć, jak najwięcej o tym, jak czuje się mężczyzna, czy wrócił do pracy, jak radzi sobie z codziennością. Jest w nas bardzo silna potrzeba przeżywania tragedii wraz ze znaną nam osobą, dzielenia się z nią naszymi emocjami. Wiele osób będzie wyrażać swoje współczucie i czasami zrozumienie ogromu tragedii (choć prawa do tego nikt, kto nie stracił dziecka, nie może sobie rościć).

Takie wiadomość wywołują w nas również obawę, że skoro tak wielkie nieszczęście może spotkać osoby publicznie znane, których życie wydaje się nam być godne pozazdroszczenia, to może dotknąć nawet nas, marzących chwilami o życiu sławnych ludzi.

Tymczasem rozglądając się wokół widzę znajomą, matkę dwójki dzieci, jeszcze nie tak dawno trójki. Jej córka zginęła w wypadku samochodowym. Przypomina mi się tragedia znajomego sprzed kilku lat, kiedy w wyniku zderzenia auta z ciężarówką śmierć spotkała jego dwoje dzieci i żonę. Przy nim dzisiaj jest najstarsza córka, która wtedy została w domu. Traktujemy ich jak trędowatych, unikamy spotykając w sklepie. Rzucamy zdawkowe „Cześć” pamiętając, żeby nie pytać „Co słychać”. Uciekamy bojąc się, że oddychanie tym samym powietrzem wywoła w nas smutek i cierpienie tej osoby, że wchłoniemy je bezwiednie. Tu nie ma szklanej telewizyjnej bariery.

Znajoma na pytanie: „Jak się trzymasz” rozpłakała się
mówiąc, że nikt jej o to nie pyta, że wszyscy wolą rozmawiać o pogodzie, udawać, że nic się nie wydarzyło, jakby życie toczyło się dalej, a jej dziecko było jedynie wymysłem jej wyobraźni. Słyszy cichnące rozmowy, kiedy wchodzi do sklepu, gdy mija sąsiadów. Jest ze swoją tragedią zupełnie sama, nikt nie chce słyszeć o tym, jak ona się czuje, nie chce znać jej wersji wydarzeń skupiając się na doniesieniach znajomych swoich znajomych. Wszystko wokół niej zdaje się krzyczeć:” C'est la vie. Życie toczy się dalej, czy tego chcesz czy nie.” Nikt nie wyśle jej sms-a pisząc: „Jestem z tobą”, nie napisze jej maila: „Łączę się w bólu”. Nie chcemy, by jej tragedia była naszym udziałem. Mamy swoje dzieci, łapiemy je mocniej za rękę, kiedy mijamy ją na ulicy, jakby miała im się stać krzywda.

Dwa miesiące temu zginął chłopiec,
kolega moich Dzików ze szkoły. Wjechał rowerem na przejście dla pieszych, kierowca samochodu podobno miał niesprawne hamulce. Zaledwie trzysta metrów od mojego domu. Nie znałam rodziców, wiedziałam, że ojciec był świadkiem wypadku. Powiedziałam wtedy, że nie chcę sobie nawet wyobrażać, co on czuje, że nie jestem w stanie pojąć swoim rozumem tego, co się wydarzyło. Ja jako rodzic. To mogło być moje dziecko. Nigdy nie chcę się dowiedzieć, co czuje rodzic tracący swoje dziecko. Okrutne? Z pewnością szczere.

Syn Filipa Chajzera był w wieku jednego z moich Dzików. Myślę o kolejnym ojcu, który stracił swoje ukochane dziecko, który został pozbawiony radości życia, dla którego już nic nigdy nie będzie takie same. Przy nim dziś choćby wirtualnie chce być wielu osób, czy za jakiś czas odczuje wsparcie, jakie obecnie staje się udziałem takie wielu ludzi. Czy wchodząc do sklepu poczuje, że cichną rozmowy w jego obecności? Czy ktoś spyta, jak się czuje?

Rozejrzyj się wokół. Zapal świeczkę przy grobie dziecka, którego rodziców znasz. Tak możesz dać wyraz swojego zrozumienia i współczucia wszystkim tym, którzy tracą swoje dzieci.
Trwa ładowanie komentarzy...