O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

Drogie Panie musicie przyznać, że faceci mają z nami przerąbane!

Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/humphrey-bogart-lauren-bacall-619157/]skeeze[/url] / [url=  http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]
Fot. Pixabay/skeeze / CC O
Czytam te wszystkie wpisy o tym, jaki On powinien być, jak dbać o siebie i kobietę, co robić, by zbliżyć się do ideału. A przecież wszystkie wiemy, że ideałów nie ma, że możemy narzekać ile wlezie, wytykać, próbować tłumaczyć, a i tak brudne skarpetki z podłogi zbierzemy.

Jesteśmy trochę, jak te rozpieszczone królewny z bajek, które czekają na księcia, który przyjedzie na białym koniu i porwie nas na romantyczną kolację. Będzie tulił, pieścił, pytał, czego nam potrzeba i rozumiał bez zbędnych słów nasze nastroje. A gdy już urodzimy mu dzieci, to będzie nas wspierał w rodzicielstwie, wstawał w nocy, wychodził na spacery, mówił: „Kochanie połóż się, ja posprzątam”. I nie, nie dwa razy w miesiącu, ale co najmniej cztery dni w tygodniu.



Oczywiście możemy zaprzeczać, mówić, że zależy nam na partnerskim związku, że jesteśmy niezależnymi kobietami, że nigdy byśmy nie chciały, by mężczyzna naszego życia zmieniał się dla nas. Najważniejsze by w związku był sobą i nas kochał.

Jasne. A później i tak czekamy na kwiaty w Dniu Kobiet
i choć mówimy, że nie one są miarą miłości, to trudno nie przyznać, że ciut przykro nam było, gdy On wieczorem kładąc się do łóżka i całując w policzek mówi jedynie: „Kochanie wszystkiego najlepszego, zapomniałem wcześniej ci złożyć życzeń.” Nie, oczywiście, że nie jesteś zła, ale w głowie już obmyślasz zemstę. Masz zamiar zapomnieć o jego urodzinach, o urodzinach teściowej i choć miałaś pomysł na prezent na Dzień Chłopaka, to teraz On dostanie jedynie figę z makiem. Foch, którego nie łudź się, on nawet nie zauważy.

Ale przecież jesteśmy kobietami nowoczesnymi.
Pracujemy, rozwijamy się zawodowo, realizujemy swoje pasje, dążymy do bycia idealnymi matkami. Nie ma, co ukrywać, że same sobie taką sytuację wypracowałyśmy. I oczywiście możemy być z tego dumne. Jesteśmy świadomymi własnej wartości kobietami, które nie pozwolą się zamknąć w domu przy garach i dzieciach.
A później same w tych domach się zamykamy. Pierzemy, gotujemy, zajmujemy się dziećmi, bo nikt nie zrobi tego lepiej od nas. Jesteśmy jedną wielką chodzącą pretensją, bo On nie wie, jaki rozmiar pieluch kupić, bo nie wstał w nocy do dziecka, bo wyszedł na spacer nie w to miejsce, w które powinien. Bo przecież wiadomo, że najlepiej to pójść do parku za rogiem. Bo nie domyślił się, że jesteś zmęczona i nie masz ochoty na wizytę jego przyjaciół z pracy. Mamy pretensje, bo skoro my wszystko możemy ogarnąć, to, dlaczego do cholery jasnej On nie może? Bo jemu się nie chce, bo ma nas w nosie, bo za mało się stara?

Ostatnio pewna osoba powiedziała mi, że mój związek jest, jak mało, który idealny. Że rozumiemy się na wielu płaszczyznach, podobnie patrzymy na świat. Pomyślałam, że coś w tym jest, bo my przede wszystkim jesteśmy przyjaciółmi. Rozumiemy się często bez słów, zdarza się nierzadko, że myślimy o tym samym. Lubimy tak samo spędzać czas wolny, mamy identyczne poglądy na wychowanie naszych Dzików.

I wtedy zdałam sobie sprawę, że faceci mają z nami przerąbane.
Bo oni się starają na miarę swoich możliwości, ba - na tyle, na ile my im pozwalamy. Bo skąd niby mają wiedzieć, jak się zachować, skoro my (choć się od tego odżegnujemy) chciałybyśmy, żeby się jednak domyślili.

Mężczyźni wobec nas – wymagających kobiet (z ręką na sercu przyznaję, że też taką bywam), są wiecznie stawiani w roli tych, którzy muszą sprostać naszym oczekiwaniom. I choć o tym nie mówią, żyją w ciągłej obawie, czy na pewno uda im się nas zadowolić. Czy kupią dobre oliwki i wino, czy aby na pewno odpowiednio spakują dzieciaka na noc do kolegi, czy seks lepiej dzisiaj, czy może jutro rano. Są wiecznie na cenzurowanym, raz częściej, a raz rzadziej oceniani. A ocena, którą im wystawiamy zależna jest od naszego nastroju, zbliżającego się bądź oddalającego PMS, a nawet od aktualnej relacji z przyjaciółką, czy lepszego lub gorszego dnia w pracy.

Przyznacie, że nie jest im łatwo.
Są pod naszym wiecznym obstrzałem. Oczywiście, że większość z nich nie ulega wprost i bezpośrednio naszej presji, to jednak faceci, którzy na pierdoły (dla nas tak ważne) nie zwracają raczej uwagi.

Ale gdyby tak usiąść wieczorem na kanapie. Spojrzeć, jak się krząta po kuchni, jak goni dzieci do kąpieli, jak siada obok zaaferowany niedziałającym pilotem. Przytulić się i powiedzieć, że kochamy, nawet za te skarpetki, czy brudną kuchenkę, za wieczne wsadzanie łapy w nasze cycki. I że podziwiamy, że wytrzymuje z nami, bo naprawdę bywamy okrutnymi i niesprawiedliwymi jędzami…

Czyniąc rachunek sumienia wiedźmy, chyba tak dzisiaj zrobię…
Trwa ładowanie komentarzy...