O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

Przygotowuję się na ten dzień, kiedy pójdą każdy w swoją stronę. Tym razem już beze mnie

Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/deskorolka-dziecko-ch%C5%82opiec-331751/]Rainer_Maiores[/url] / [url=  http://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]
Fot. Pixabay/Rainer_Maiores / CC O
To jak trzymać orła za szpony w otwartym oknie. On łopocze skrzydłami, by unieść się do lotu, a my ograniczamy mu jego wolność. Takie porównanie usłyszałam od mamy nastolatka, której syn wyjechał, by korzystać z tego, co daje mu świat. Czy ja będę tak potrafiła?

Zastanawiam się nad tym od ubiegłego weekendu (zresztą fantastycznie spędzonego w gronie cudownych kobiet). Spytałam, jak to jest wypuścić dziecko z domu, pozwolić mu iść tam, gdzie zechce i usłyszałam, że to się dzieje po prostu. Przychodzi czas, kiedy czujesz, że już dłużej go nie utrzymasz, że świat na niego czeka, a on chce go zdobywać. Czy się boisz? Pewnie tak, ale to już jego życie.



Za kilka lat będę mamą takich nastolatków. Czy wychowam ich na samodzielnych i niezależnych chłopaków, którzy poczują, że mogą wszystko, odkryją swoje pasje lub będą mieli zapał i chęci, by ich poszukiwać.

Mam jedno wymaganie w stosunku do moich Dzików, jedno jedyne postawione, choć nigdy nie wypowiedziane, by w ich życiu pojawiło się coś, co będą kochać, co będzie motywować ich do działania, co będzie pozwalało sięgać coraz wyżej. Co stanie się źródłem ich rozwoju, wskaże kierunek, w którym będą pragnęli pójść.

Dzisiaj zaczynają swoją podróż z pasją. Jeden wie bardziej, co w jego życiu teraz jest ważne, drugi trochę mniej nie potrafiąc jeszcze sprecyzować miejsca i rzeczy, w których czuje się lepiej. Szuka, rozgląda się, próbuje.

I myślę sobie, że na samym początku tej drogi właśnie o to próbowanie chodzi. O próbowaniu się w wielu przedsięwzięciach, projektach i własnych pomysłach. Moja rola dziś sprowadza się do pokazywania im barwnych i czasami zupełnie różnych od siebie możliwości. Sprawdzania słabszych i mocniejszych stron.

Pytanie, czy nie pokażę za mało, a może będzie tego zbyt dużo i trudno będzie im znaleźć tę właściwą drogę? Czy czegoś nie przegapię?

Stanęli w niedzielę na scenie, przed dość sporą publicznością. Bez tremy, tak zupełnie różni, a tak podobni w radości tego, co robili. - Mieliście tremę – spytałam. – Co ty mamo, nawet nie myśleliśmy o ludziach. Była świetna zabawa – usłyszałam. To był jeden z wielu projektów, do których lekko ich popchnęliśmy. Bez przymusu, z propozycją poznania nowego. Chwycili pomysł i było widać, że uczestnictwo w warsztatach, choć krótkich sprawiło im niesamowitą frajdę.
Wiem, że muszę być bardzo uważna. Nie narzucać tego, co ważne dla mnie. Nie zmuszać do rzeczy, które są moja pasją lub niespełnionym dotychczas marzeniem. Dać im wolność wyboru, ustalenia własnych priorytetów. Czy to nie za wcześnie, czy nie są zbyt mali, by odróżniać to co dobre, od tego, co złe? Pozostawiam im możliwość decydowania, wierząc, że z nas będą czerpać to, co wartościowe, a pracować nad ułomnościami, których stali się naturalnymi spadkobiercami.

I będę obserwować, jak zmieniają się z małych zabiegających jeszcze o pieszczoty piskląt w orły. Jeszcze rzucą pewnie trampkiem w ścianę i trzasną drzwiami. Pewnie zdążą wykrzyczeć, że marnuję im życie, że ich zupełnie nie rozumiem. Za chwilę koledzy będą ważniejsi ode mnie. Zmieniać się będą autorytety. W oparach własnego testosteronu będą buntować się zupełnie nie wiedząc, jak zapanować na biologią swojego organizmu.

Teraz jeszcze łapię ich na moment za rękę pokazując kierunek, w którym mogliby pójść, pozwalam smakować wszystkiego, co jest w ich zasięgu. Walczę z własnymi ograniczeniami, by nie narzucać im swoich wyborów.

Zdałam sobie sprawę, że tak mało czasu mi zostało, że oni za chwilę zaczną trzepotać swoimi coraz potężniejszymi skrzydłami. Ucząc się latać jeszcze będą ranić tych, którzy staną zbyt blisko nich. I pewnego dnia zdam sobie sprawę, że oni już to czują, wręcz mają pewność, że świat leży u ich stóp, że przyszedł ich czas, by go zdobywać. Już się nie obejrzą. Staną na skraju naszego wspólnego gniazda i wzbiją się wysoko. A ja pomyślę: „Nie wracajcie. Idźcie odważnie za tym, co was woła”.

Dzisiaj mam jedynie nadzieję, że jeszcze zdążę się do tego przygotować.
Trwa ładowanie komentarzy...