O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

„A kiedy już zabraknie czasu…” Po raz kolejny zadzwonię do mojego Taty i nic nie powiem

Dzień Ojca, a ja nie przybiegnę ze świadectwem w ręce pokazując Tobie czerwony pasek podczas, gdy Ty zrywasz czereśnie z drzewa. Nie dlatego, że już od dawna nie chodzę do szkoły, a Dzień Taty w tym roku nie wypada na zakończenie roku szkolnego, tylko dlatego, że Ciebie już nie ma.

Nie upiekę Ci tortu z okazji tego święta.

Nie zadzwonię, z życzeniami.
Osiem lat temu życzyłam Ci, byś był tak samo fantastycznym dziadkiem podwójnym, jakim byłeś dotychczas dla jednego wnuka.
Nie poproszę: Przyjedź, potrzebuję pomocy. Jak wtedy, kiedy nie miałam co zrobić ze Starszym Dzikiem, a Ty przez sześć dni opiekowałeś się nim cudownie.

Nie pojadę z Tobą w Bieszczady,
które tak bardzo chciałam, żebyś je zobaczył. Moje miejsce na Ziemi. A było tak blisko, miesiąc przed tym, nim odszedłeś, taki wyjazd dostałeś w prezencie. Miałeś jechać latem.



Nie zrobię dla Ciebie już tatara z łososia, który tak lubiłeś.

Nie poczuję szorstkiego policzka na swoim
, bo nie przytulisz mnie, kiedy złożę Ci życzenia. I nie zobaczę mokrych od łez oczu i uśmiechu, który próbował ukryć wzruszenie.

Oczywiście, że nie byłeś Tatą idealnym. Ale byłeś tym, który dawał mi największe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Tobie miałam odwagę spróbować miliona rzeczy, bo zawsze wiedziałam, że mogę wrócić, że jesteś, by mnie przytulić bez zadawania pytań. Nie oceniałeś, nie moralizowałeś. Kiedy rzucał mnie chłopak, mówiłeś jedynie: "Pamiętaj, że to oni mają biegać z a Tobą, a nie Ty za nimi. Szanuj się". Kiedy wybierałam studia, rzucałam pracę: "To twój wybór. Pamiętaj, że jestem. Zawsze możesz wrócić."
Pamiętam, kiedy zapaliłam przy Tobie pierwszego papierosa. Dzień przed pisemną maturą. Nic nie powiedziałeś, ale kiedy kręciłam się po domu po północy, a Ty akurat nie spałeś, poczęstowałeś mnie bez słowa. Wiedziałeś doskonale, że palę od kilku lat. Drugiego i ostatniego przy Tobie zapaliłam przed egzaminami na studia.

Pamiętam, jak spóźniłam się do szkoły, bo (nie wiem jakim cudem) oglądaliśmy rano „Nagą broń” i zaśmiewaliśmy się nie patrząc na zegarek.

Pamiętam, jak uczyłeś się pleść warkocze
na frędzlach od jakiejś narzuty. I gdy zrobiłeś mi do przedszkola dwie kitki – jedna pod drugą, wszystkie koleżanki zazdrościł mi „awangardowej” fryzury, każda chciała taką mieć. A ja kilka lat później ogoliłam się na łyso.

Pamiętam, jak na szkolnym biwaku, jako opiekun, odsmażałeś nam pierogi o drugiej w nocy i godziłeś żeńską i męską część klasy.

Pamiętam kurczaka,
którego piekłeś w nocy, kiedy nie było wiadomo, czy mama na drugi dzień wróci z modnych wtedy wycieczek na Wschód.

I twój głos w telefonie, gdy powiedziałam, że jestem na porodówce i że nie mogę rozmawiać, bo mam skurcz. I wzruszenie, które odebrało głos Najstarszemu Dzikowi, właśnie wtedy, gdy Tobie mówił, że został tatą. Nie zdążyłam Ci powiedzieć ,że byłeś fantastycznym dziadkiem, który słuchał moich wskazówek i kochał, i był dumny spacerując z wózkiem.

Starszy Dzik dziś mówi: „Pamiętam, jak Dziadek zmarł, tak bardzo wtedy płakałaś.”
I dziś też płaczę. I sprawdzam w głowie, czy nadal pamiętam do Ciebie numer telefonu i pewnie go wykręcę słysząc, że takiego już nie ma. Robię to zawsze. Od pięciu lat. Ten jeden raz w roku. W Dniu Ojca. I choć to irracjonalne, to zawsze mam nadzieję, że się odezwiesz, że jeszcze zdążę Ci podziękować za to, że ZAWSZE byłeś.

Za to, że nauczyłeś mnie ufać ludziom
, choć powtarzałeś, że nie mogę być taka naiwna jak Ty.

Za to, że nigdy nie ryzykując, pokazałeś mi, że jednak zmiany są dobre i że trzeba walczyć o swoje marzenia.

Za to, że dbałeś o ludzi
, choć oni tak rzadko dbali o Ciebie, dzisiaj nie umiem inaczej.

Za słowa
, kiedy byłam stukniętą nastolatką: - Dopóki w szkole będzie dobrze, możesz robić, co chcesz. Teraz masz moje zaufanie, ale pamiętaj, że bardzo łatwo je stracić.

I za miłość bezwarunkową
. Bo ona taka właśnie była. Bez stawiania warunków. Kochanie za wszystko i za nic. Czy ktoś umie tak teraz kochać?

Tak nagle Ciebie zabrakło, nie zdążyłam się na to przygotować. Nie zdążyłam sobie wyobrazić świata bez Ciebie. I przeprosić za to, że kiedyś nie wróciłam na noc do domu, a Ty pewnie odchodziłeś od zmysłów. A kiedy mnie zobaczyłeś, przytuliłeś i powiedziałeś, żebym już nigdy tego nie robiła.

Przepraszam Tato, że nie oddzwaniałam, choć obiecywałam, że oddzwonię.


Zadzwonię w Dniu Taty pod numer, pod którym nikt się nie odezwie…

PS.
Trwa ładowanie komentarzy...