O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

Matka frustratka, ojciec ideał?

http://pixabay.com/pl/kochanie-dziecko-%C5%82adny-tata-daddy-22194/
Czy matki częściej tracą cierpliwość niż ojcowie? Kto ustala granice i zasady w wychowaniu dzieci, a kto je egzekwuje? W końcu czy kobiety inaczej wychowują dzieci niż mężczyźni?

Nie mogę się powstrzymać, aby nie pociągnąć tematu poruszonego przez Dawida Bartosika i Kasię Troszczyńską.



Oj wiem, dyskusja o wojnie płci. Ale do wpisu skłoniła mnie lektura pewnej książki traktująca o tym, dlaczego kobiety i mężczyźni inaczej wychowują dzieci.

Późne popołudnie. Kobieta wróciła właśnie z pracy. Po przepytaniu dzieci, co słychać w szkole, sprawdzeniu prac domowych, wstawieniu prania, zrobieniu sobie kawy i podania obiadu pociechom, usiadła, aby obejrzeć wiadomości lub ulubiony serial. Jednak w tym samym czasie Dzieciaki zaczynają ganiać się dookoła stołu, wkładają palce do jedzenia… Mama zwraca im spokojnie uwagę – raz i drugi. Kiedy jeden z nich rzuca cytryną (właściwie nie wiadomo dlaczego), nie wytrzymuje i zaczyna wrzeszczeć: - Chłopaki mam dość! Liczę do trzech, macie przestać i posprzątać po sobie!!! Na to wszystko z pracy wraca mąż i ojciec, który od progu mówi: – Co tak krzyczysz, nie umiesz im niczego spokojnie wytłumaczyć?!? Dzieci korzystając z zamieszania zamykają się w pokoju i grają na tablecie pozostawiając pobojowisko w kuchni. Mąż ze spokojem pyta, co na obiad. Matka i żona ma ochotę wszystko rzucić, wyjść, trzasnąć drzwiami i nie wracać do rana. Niech ojciec tym razem wymyśli, co zrobić na kolację, sprawdzi czy chłopcy mają spakowane tornistry, ustali, który dzisiaj pierwszy się wykąpie, pogoni do łóżka, sprawdzi e-dziennik i powiesi pranie…

Znana komuś scenka rodzinna?

Znalazłam informację o tym, że amerykańscy badacze (tak wiem Ameryka, ale co zrobić, że oni lubią takie badania) podają, że po narodzinach pierwszego dziecka o 50% spada wartość życia małżeńskiego. Tylko 19% uważa, że pojawienie się w ich wspólnym życiu potomka pogłębiło wspólną relację i uczyniło związek lepszym. Skąd takie wyniki? Otóż dziecko, zwłaszcza to długo wyczekiwane, w oczach każdego z rodziców jawi się jako pełnia szczęścia. A tymczasem bardzo często staje się źródłem niekończących się konfliktów. O co kłócą się najczęściej rodzice? Otóż o jedzenie, sposób ubierania się dziecka i wzajemnego wtrącanie się w konflikt, który rozgrywa się między jednym z nich a dzieckiem. A co gorsze, dorośli już jako rodzice rozmawiają ze sobą średnio zaledwie dziesięć minut w ciągu dnia!

Tak się składa, że rodzicielstwo uwydatnia różnice między kobietą a mężczyzną w postrzeganiu świata.

Ona – matka perfekcyjna, która zawsze wszystko zrobić najlepiej i chociaż chciałaby, aby partner odciążył ją czasami z codziennych obowiązków, to jednak nie potrafi oddać mu swojej przestrzeni, irytując się, gdy on źle wstawia naczynia do zmywarki.

On – ojciec, który czuje się wyobcowany, chciałby się zaangażować, ale zupełnie nie wie, jak to zrobić. Każda jego próba jest torpedowana frustracją matki niezastąpionej - nie taka kurtka na spacer dla syna, źle zawiązane buty córki, zbyt ciepłe kakao na śniadanie.

To chyba normalne, że w takiej sytuacji niemal każdy facet (nie znam niestety wyjątków) wycofuje się, a jego próby zaznaczenia rodzicielskiej obecności zaczynają jedynie sprowadzać się do ustalania kar i zasad. –Nie słyszysz, o co mama cię prosi? Jeśli masz zamiar tak się zachowywać, to przez tydzień nie oglądasz bajki – mówi ojciec czując się wtedy ważnym.
Jednego nie bierze niestety pod uwagę. Otóż to nieoglądanie bajek będzie musiała egzekwować mama codziennie słuchając jęczenia: - Mamoooo moogęęę przecież byłem grzeczny, wyrzuciłem śmieci, jak prosiłaś. Co zrobić? Podważyć autorytet ojca? Głośno uznać karę za nieadekwatną do czynu?

Zgadam się z teorią, że kobieta w roli mama to jeden wielki chodzący kompromis. Ustala zasady, ale naturalnie je weryfikuje nieustannie współdziałając z dziećmi.
Matki są zbyt ustępliwe – uważają ojcowie, którzy łatwiej i wyraźniej wytyczają granice zachowań dzieci. Cóż jednak najczęściej to nie oni walczą o ich nieprzekraczanie. Jest jeszcze jedna ważna rzecz, otóż mężczyzna traktuje dziecko jak dorosłą osobę, bardzo często oczekuje, żeby ono jak najszybciej było samodzielne, rozsądne. Faceci – taka prawda - nie są też w większość przypadków obciążeni codziennymi drobiazgami - niezakręconą pastą do zębów, brudnymi skarpetkami pod łóżkiem dziecka, czy talerzem nie schowanym do zmywarki, która właśnie została włączona.

Kto pomyślał, że to dzieci stawiają dotychczasowych partnerów względem siebie w roli rodziców, roli na początku zupełnie nam nieznanej? I tak się składa, że żaden z dorosłych nie jest w stanie przewidzieć w jakie sidła macierzyństwa bądź tacierzyństwa wpadnie.

Pozostaje jeszcze tak często wspominany, a chyba częściej wypominany syndrom naszych czasów – nieobecność matek w domu. Mężczyzna obecnie nie jest już jedynym żywicielem rodziny, którego po powrocie należy zostawić w spokoju w domu, bo on nic więcej już robić nie musi. Rola mężczyzny się zmieniła, ale to kobiety nie chcą tego zauważyć i oddać pola zwykłej codzienności, nieustannie obarczają się dążeniem do perfekcji, chcą być we wszystkim świetne – prasowaniu gotowaniu, wychowaniu, seksie i w pracy.
Może warto coś odpuścić? Oddać część obowiązków ojcu dzieci. Co się stanie, gdy pewnego wieczoru mama powie: Idę na aerobik, spotkanie z koleżanką, spacer z psem nie zostawiając ciepłej kolacji i wytycznych, jakie bajki dziecko może obejrzeć lub o której godzinie się kąpie. Świat naprawdę się nie zawali, gdy pozwoli mężczyźnie poczuć się ojcem. Nawet jeśli tego jednego wieczoru zje on z synem lub córką pizzę, to z pewnością – kolejnego wieczoru (chyba, że taki nastąpi za rok) tego nie zrobi.

Musimy też pamiętać, że mężczyźni tak po prostu z natury są mniej empatyczni niż kobiety (i nie jest to zarzut, tak zwyczajnie jest). Dla nich nie pójście na wywiadówkę, bo nie miałam czasu nic nie znaczy, a dla dziecka jest czymś bardzo istotnym, o czym wie mama. I tak się właśnie składa, że rolą matki jest pokazanie mężczyźnie, jak budować więź z dzieckiem, której nie da się stworzyć siadając na dziesięć minut do wspólnego obiadu.

Mamy proszę Was w imieniu tatów, nie pośredniczcie między ojcem a dzieckiem. Nie ukrywajcie niedotrzymanych przez Waszych partnerów obietnic. Która z Was zrealizowała taką niedotrzymaną dziecku obietnicę nie chcąc zawieść swojej pociechy? Jak mężczyzna ma ponieść odpowiedzialność i poczuć konsekwencje niezrealizowanego wobec syna czy córki zobowiązania?

I na koniec. We współczesnym świecie psychologii nadal obiektem bezustannych badań jest relacja matki i dziecka. Rzadko zwraca się uwagę na jakość obecności ojca w życiu noworodka. A przecież troskliwość ojca rozwija się wprost proporcjonalnie do spędzanego czasu ze swoją latoroślą. Z przeprowadzonych dotychczas obserwacji psychologów wynika, że dziecko, którym ojciec zajmuje się na równi z matką jest mniej lękliwe, nie boi się nowego, lepiej się uczy i rzadziej popada w konflikty z prawem. Co ciekawe, więcej dzieci rodzi się w rodzinach, gdzie kobieta ma możliwość rozwoju swojej kariery zawodowej, a mężczyzna aktywnie uczestniczy w obowiązkach domowych.

Każde z rodziców przekazuje swojemu dziecku hierarchię wartości, jakimi sam się kieruje. Bagaż doświadczeń i priorytety zarówno ojca i matki mogą być podobne, mogą oni różnić się w poglądach na poziomie drobnostek – choćby składania ubrań. Dlatego o wychowaniu i zachowaniu się dzieci trzeba rozmawiać i kłócić się. Nie wycofywać się i nie pozwalać na to drugiej stronie. Dziecko jest darem, ale jego obecność to również wielkie wyzwanie, dlatego tak ważne jest wspieranie się i wypracowanie wspólnej drogi w nowej roli – roli rodzica.

To się pomądrowałam… Ale ja cały czas się uczę oddawać pola Najstarszemu Dzikowi. Odpuszczać. Nie wtrącać (zwłaszcza jak widzę, jego mordercze spojrzenie). Kłócić się. I uwierzcie, będę sama wracać do tego tekstu, aby od czasu do czasu zejść z torów Matki Wszystkowiedzącej.

PS. Chcecie wiedzieć więcej, polecam lekturę „Dlaczego kobiety i mężczyźni inaczej wychowują dzieci” Cadalbert Yolanda.
Trwa ładowanie komentarzy...